czwartek, 29 października 2015

Tulipan - Rozdział 3.



 Rozdział 3.
Następnego dnia nie odstępowałem torby nawet na krok. Może i to dziecinne, ale miałem przeczucie (a raczej nadzieję), że znowu będzie chciał dać mi ten prezent. Niestety lekcje się kończyły, natomiast Pan Tulip się nie pojawił.
 - Co tak siedzisz sam cały dzień? – Przysiadł się przyjaciel Miłosz.
 - Ktoś ma mi coś dać do torby i nie wiem kto to. Chcę w taki sposób się dowiedzieć.
 - A nie pomyślałeś, że jak ta osoba nie chce żebyś poznał jej tożsamość to nie przyjdzie? – spytał jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. I BYŁA!
Popukałem się w czoło.
 - Jestem idiotą! Chodź – pociągnąłem go za rękę za tablicę stojącą, a nie wiszącą na ścianie i wyjrzałem. – Może teraz się pojawi?
 - Ale stary, o co chodzi?
Westchnąłem nie wiedząc co powiedzieć. On nawet nie wiedział o mojej orientacji, a co dopiero, że mam tajemniczego wielbiciela.
 - Nie ważne.
 - Pff… mi nie…
 - Cii – przerwałem mu. – Jeszcze nas usłyszy.
Niestety całą przerwę stałem tam i gapiłem się na torbę, a tu nikt się ją nie zainteresował! Zawiedziony poszedłem na lekcję.
Może gdybym dał mu możliwość wcześniej? Zresztą nie jest powiedziane, że odezwie się akurat dzisiaj. Ale kiedyś musi, prawda? Chwila… Co mnie to obchodzi? ... A jednak obchodzi. Eh…
 - Cent, czy ty mnie słuchasz?! – usłyszałem głos pani od angielskiego. – Ja rozumiem, że na pewno masz ciekawsze zajęcie niż uczenie się, ale chociaż uważaj to może coś wyniesiesz z tych lekcji.
 - Tak się składa, że dostaję głównie piątki i czwórki – przypomniałem.
 - Co ci po ocenach? Jak będziesz chciał porozmawiać z obcokrajowcem to mu powiesz o tym? A wiesz chociaż jak to zrobić? – Zastanowiłem się licząc, że jednak tak. – No właśnie.
 - Przepraszam – mruknąłem.
Pani serio robiła takie łatwe sprawdziany, że prawie wszystko umiałem! Gorzej z praktyką…
Przetrwałem te piętnaście minut i…
Dryń!!!
Uff… A teraz do domu!
Jednak mój entuzjazm szybko przygasł podczas pakowania się.
A Pan Tulip? A liścik? A kwiatek? A co jeśli to faktycznie moja wina?
Zszedłem do szatni i szybko narzuciłem na siebie kurtkę. Ignorując wszystkich i wszystko wyszedłem ze szkoły. Skręciłem w prawo udając, że nie słyszę Januarego (Swoją drogą kto mu dał tak na imię?!). Założyłem słuchawki, puściłem głośno muzykę i olałem kumpli. Nie byłem w nastroju do rozmów.
Do mieszkania wszedłem nie witając się z nikim. Usiadłem przy stole i zacząłem jeść grzybową.
 - A może by tak dzień dobry lub cześć? – po chwili milczenia odezwała się matka.
 - Nie jestem w nastroju, OK?
 - Nie. Co się stało?
 - Nic! – Wstałem. – Idę do pokoju!
 - Zupa – wskazała na talerz.
Westchnąłem i wziąłem obiad ze sobą. Położyłem się dziwnie wściekły na łóżku i zacząłem walić głową w poduszkę.
Co się ze mną dzieje?!
Te i podobne pytania krążyły po mojej głowie nie znajdując wyjaśnienia.
Zapach był zbyt wyraźnie wyczuwalny, a smak zbyt dobry żebym nie wstał i zjadł do końca.
Nie miałem ochoty na robienie czegokolwiek więc postanowiłem odrobić lekcje. Włączyłem komputer żeby spisać zadania z Internetu, a kiedy się ładowało (przydałoby się kupić coś nowego) poszedłem po torbę zostawioną przy drzwiach wejściowych. Wróciłem zadowolony zauważając, że już ekran z oceanem w tle czeka na mnie. Rozsunąłem suwak, a moim oczom ukazało się identyczne pudełeczko jakie dostałem poprzedniego dnia. Uśmiech rozświetlił moją twarz. Tak jak ostatnio był tam żółty tulipan i karteczka tym razem malinowa.

Cześć!
Czekałeś? Ja tak.
Cieszę się, że mam odwagę na chociażby coś takiego.
Wiem o tobie tyle, chciałbym tym razem powiedzieć ci coś o sobie.
Jestem o rok starszy od ciebie.
Jak na pierwszy raz wystarczy, co? ;)
Chciałbym z tobą porozmawiać tak normalnie tylko nie wiem jak zacząć.
Może kiedyś :)
Przygotuj się!
Na razie taki kontakt musi mi wystarczyć.
Tulip.
PS. Dziś trudniej było schować prezent. Jak będziesz chciał jeszcze coś dostać to ułatw mi sprawę i nie sieć tyle przy tej torbie jakbyś miał tam ukradzione kilka milionów. :)

Serio tak to wyglądało…? Ale… NAPISAŁ! DAŁ PREZENT! JEJ! Co ja się tak ekscytuję? Daniel, idź się lecz.
I tak w tamtym momencie należałem do elity najszczęśliwszych ludzi na świecie i wszechświecie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz