poniedziałek, 31 października 2016

Nie przestanę cię kochać (część 2) - Rozdział 32.

Rozdział 32.
Parę dni później…
 - Dobrze wiesz, że nie lubię tego typu imprez… I tak nie jestem kawalerem.
Wydął naburmuszony dolną wargę. Jak tu się nie uśmiechnąć? Poczochrałem jego włosy, kręcąc głową z rozbawieniem.
 - Ugh… No dobra, niech ci będzie. Przecież cię nie zmuszę.
 - Słuszna uwaga.
Spojrzał jeszcze raz na mnie obrażony, choć i tak wybrał miejsce do przycupnięcia  na moich kolanach, a nie obok na kanapie.
 - Ale ja mogę? – spytał.
Zaśmiałem się i przytuliłem go mocno. Może trochę za mocno.
 - Jak  można być tak uroczym?
 - Ej! – Uderzył mnie piąstką w ramię. Zaczął się wyrywać z moich objęć, ale ja trzymałem mocno, jak boa – kiedy próbował się uwolnić, ja zaciskałem jeszcze mocniej.  – No puszczaj!
Jedną ręką nadal kurczowo go trzymałem, a drugą chwyciłem za podbródek i pocałowałem. Prawie natychmiastowo się uspokoił, nie pozostając biernym. Ostatni raz pocałowałem go w kącik ust i spojrzałem w te czekoladowe paczałki.
 - Już od jutra będę mógł do ciebie mówić, mój mężu – stwierdziłem z wielkim uśmiechem.
Twierdząco pokiwał głową.
Wstał z ociąganiem i ostatni raz cmoknął mnie w usta.
 - To ja się zbieram. Nie chcę, żeby chłopaki na mnie czekali.
 - Mhm… Masz rację pośpiesz się. Jak myślisz dwie godziny ci wystarczą? Może powinieneś ich uprzedzić, że się spóźnisz? Chociaż nie, myślę, że znają cię już tak długo… prędzej się zdziwią jak przyjdziesz punktualnie.
Prychnął, ostentacyjnie założył ręce na piersi i wyszedł obrażony.
Parsknąłem śmiechem i ruszyłem w stronę kuchni, żeby przygotować sobie coś do jedzenia. Akurat kończyłem smarować Nutellą kanapkę, kiedy weszła Wiki ze słuchawkami na uszach. Stukała rytm, wyraźnie słyszany przeze mnie, o uda. Nalała sobie soku jabłkowego do szklanki.
 - Bo za szybko ogłuchniesz – zaśmiałem się.
Całkowicie mnie zignorowała.
Parsknąłem śmiechem i pociągnąłem ją za łokieć. Na migi musiałem tłumaczyć, żeby zdjęła je.
 - Mówiłeś coś?
 - Tylko, żebyś przyciszyła. Skoro ja słyszałem wyraźnie, to ty chyba masz głośniej niż na koncercie w pierwszych rzędach.
Oparłem się o blat i ugryzłem kawałek kanapki.
Uśmiechnęła się przepraszająco.
 - Tak, tak…
Na miejscu dopiła napój i odłożyła szklankę do zmywarki – nowy nabytek Marka, z którego nad wyraz się cieszył.  Niby nic nadzwyczajnego, ale jakoś nigdy o tym nie myślałem, aż pewnego dnia ukochany nie zażądał, żebym kupił.
 - A czego słuchasz? Nie brzmi jak to do czego tańczysz.
 - Nie. Gazetki* grają świetną muzę, ale SHIVER nie nadaje się na utwór do naszych układów, jak sam zauważyłeś.
 - Gazetki?
Machnęła tylko ręką i wyszła, zakładając znowu słuchawki, aczkolwiek zanotowałem zmianę – już nie słyszałem żadnej piosenki, innymi słowy wyciszyła. Pokręciłem głową i odłożyłem pusty talerz.
Miałem jeszcze dużo czasu, a nie miałem co z nim zrobić. Niezadowolony z tego faktu ruszyłem w stronę sypialni z nadzieją na wcześniejszy sen. Przebrałem się w same spodnie od piżamy i zakopałem pod kołdrę. O dziwo szybko zasnąłem…

Obudziłem się całkowicie wypoczęty. Odnotowałem, iż było nadal ciemno a Marek jeszcze nie wrócił. W sumie to mi nie mówił, o której będzie… Zerknąłem na wyświetlacz telefonu i jęknąłem załamany, widząc godzinę wpół do pierwszej. Środek nocy, a mi się nie chce już spać. Tego dnia miałem wylatywać z ukochanym do Francji. Mimowolnie się do siebie uśmiechnąłem na myśl, że ten kosmita zostanie moim mężem. Byłem naprawdę bardzo szczęśliwy, tego nie da się opisać słowami. Oczywiście nie zapomniałem o Ani, aczkolwiek życie płynie dalej, a zawsze w moim sercu było miejsce dla tych dwóch osób. Nie potrafię powiedzieć, kogo kochałem bardziej.
Znudzony leżeniem w łóżku i gapieniem się na sufit postanowiłem wstać. Przeczesałem pacami moje długie włosy i ruszyłem w stronę kuchni, żeby sobie zrobić herbatę.
 - Matko… - Aż się cofnąłem zaskoczony. Nie spodziewałem się tam spotkać kogokolwiek, nie tak późno. – Makoto? Co ty tutaj robisz?
 - Och, bardzo pana przepraszam…
Uśmiechnąłem się do niego ciepło i włączyłem czajnik.
Przyjrzałem się nastolatkowi. Miał bledszą skórę niż wcześniej zanotowałem, rozczochrane włosy, podkrążone oczy. Był w czarno-białej piżamie przypominającej pandę – czarno-białe spodnie, a bluzka z wizerunkiem pandy na białym tle i czarnymi rękawami. Słodka.
 - Czemu nie śpisz?
Wzruszył ramionami.
 - Nie mogę zasnąć. Może to przez zmianę… no wie pan. Że jestem na zupełnie innym kontynencie.
 - Ja też nie mogę. Chyba za wcześnie poszedłem do łóżka, ale nie miałem co robić.
Zalałem torebeczkę z herbatą gorącą wodą, dodałem dwie łyżeczki cukru, wymieszałem. Wyrzuciłem torebeczkę, dorzuciłem plasterek cytryny. Idealnie. Usiadłem obok chłopaka.
 - I jak ci się podoba w Polsce? – postanowiłem zagadać pierwszy.
 - Bardzo. – Uśmiechnął się. – To jest kraj zupełnie inny od Japonii. Cieszę się, że mogłem tutaj przyjechać. I naprawdę dziękuję za gościnę.
Poczochrałem jego czuprynę.
 - Uroczy jesteś – stwierdziłem.
Zarumienił się i utkwił wzrok w swoich dłoniach.
 - Może jednak spróbujesz zasnąć, hm? Jutro o dwunastej już wylatujemy, więc wypadałoby się wyspać.
 - Mi to pan mówi? – spytał rozbawiony.
 - Hej! Ja się wyspałem. – Zaśmiałem się, opierając się wygodniej o oparcie krzesła. – Ale serio musisz iść spać.
 - Wiem.
Mimo o żaden z nas się nie ruszył.
 - To może coś mi o sobie opowiesz? Czym się interesujesz? Jakiej muzyki słuchasz? – zaproponowałem.
 - Hm… W sumie to głównie słucham takich zespołów jak Nirvana, Linkin Park, Guns N’ Roses, ONE OK ROCK… No to przede wszystkim.  
 - Pierwsze trzy zespoły kojarzę, ale ostatni…
 - Japoński – wyjaśnił z uśmiechem. – Nie mam jakiegoś konkretnie ukierunkowanego gustu, zależny od nastroju, czasami wolę coś mocniejszego, czasami spokojniejszego…
 - Spokojniejszego? – spytałem ze śmiechem. – Chyba tylko to… to… no to czego nie znam.
Parsknął śmiechem i wstał.
 - Proszę mi wybaczyć, zaraz wrócę.
Wyszedł, a ja zachodziłem w głowę, jak takie dzieci się uchowały.. w sensie kulturalne. Po chwili wkroczył do kuchni z telefonem i słuchawkami w ręce. Podał mi jedną, którą od razu włożyłem do ucha. Puścił pierwszą.
 - To jest Shake it down. Jest mocniejsza. A teraz na przykład puszczę… - Szukał czegoś, a ja w tym czasie wsłuchiwałem się w melodię. Może i nie moje klimaty, ale nie było złe. – O! Może The Way Back. – Usłyszałem kolejną piosenkę już trochę bardziej… nie wiem może trochę z muzyką popową mi się skojarzyło, aczkolwiek taką z pazurkiem.
 - Ta jest fajna – stwierdziłem.
 - Cieszę się.
Jeszcze przegadaliśmy z godzinę, aż w końcu zmusiłem go do pójścia do łóżka. W tym samym czasie pojawił się Marek.
 - Kochanie! Dlaczego nie śpisz? – spytał podpitym głosem.
Skrzywiłem się delikatnie.
 - Chodź. – Pociągnąłem go w stronę łazienki i tam zamknąłem. – Wykąp się i idziemy spać.  
 - Marcin…
 - Nie – uciąłem.
Westchnął, a po chwili usłyszałem szum wody. Zadowolony poszedłem wreszcie jeszcze trochę pospać. Udało mi się dopiero, kiedy ciepłe ciałko oplotło mnie swoimi kończynami mrucząc dobranoc.

 *the GazettE


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz