sobota, 1 października 2016

Nie przestanę cię kochać (część 2) - Rozdział 29.

Rozdział 29.
Od strony Marcina!!
Tydzień później…
Rozłożyłem na biurku prace moich uczniów. Opis uczuć… Możecie wiedzieć, że to są jedne z najciekawszych tekstów. Sam nie wiem co lepsze – sposób w jaki opisują je od strony fizycznej, czy ich zdumiewające podobieństwo?
Odwróciłem kartkę na drugą stronę, żeby dalej czytać, kiedy w oczy rzuciło mi się wielkie serce na prawie pół strony A4 z napisem w środku – Nienawidzę polskiego. Parsknąłem śmiechem, nie mogąc się złościć na Filipa. Zastanawiałem się nad komentarzem, jaki mogę umieścić pod tym wyznaniem, kiedy usłyszałem otwieranie drzwi. Do pustej klasy wdarł się hałas z korytarza, a zaraz za tym głowa z wielkim, charakterystycznym uśmiechem. Dołączyła do niej reszta ciała. Następnie zamknął nas, przekręcając klucz w zamku od wewnątrz.
 - M-Marek? – wydukałem zaskoczony.
Sprężystym krokiem podszedł, odsunął fotel ze mną siedzącym na nim i usiadł bokiem na moich kolanach. Natychmiast mocno mnie pocałował z utęsknieniem. Od razu zareagowałem na tą pieszczotę, przyciągając go do siebie jak najbliżej. Jak bardzo mi go brakowało… Nikt z nas nie chciał pierwszy się odsunąć, ale w końcu się opamiętałem i niechętnie ostatni raz zassałem się na jego wardze.
 - Hej! – powiedziałem, próbując zaczerpnąć tchu.
Wtulił się we mnie mocno.
 - Wreszcie… - westchnął. – Kocham cię.
 - Ja ciebie też. – Zacząłem głaskać go po plecach. – Tylko coś mi się tu nie zgadza… Nie miałeś przypadkiem wrócić w niedzielę? Jest wtorek.
 - Chciałem ci zrobić niespodziankę.
 - Udało ci się. … Chwila… Skąd ty masz klucz??
Zaśmiał się cicho
 - Urok osobisty, mój kochany.
Wyprostował się i uśmiechnął zadziornie.
 - O ile mnie pamięć nie myli to teraz jest przerwa obiadowa, prawda?
 - No… I w związku z tym…?
Przywarł do moich warg, całując mocno, namiętnie, odbierając mi zdolność myślenia. Mierzwił mi włosy, które nie wiedzieć czemu akurat tamtego dnia nie spiąłem. Mój członek nie pozostawał na to obojętny, podniecając się pocałunkiem jakbym był nastolatkiem. Nie mogłem tego zlekceważyć i odsunąłem go na niewielką odległość.
 - Przystopuj. Mam niedługo lekcje.
Powili zaczął rozpinać mi koszulę, patrząc na swoje szczupłe dłonie.
 - Wiem, dlatego musimy się pośpieszyć.
 - CO? Heeej – chwyciłem go za nadgarstki – co ty kombinujesz?
Przechylił lekko głowę na bok z pewną siebie miną.
 - Tęskniłem za twoim kutasem… - Pochylił się i wyszeptał mi do ucha: - Chyba trzeba coś z tym zrobić… Zwłaszcza, że on za mną najwyraźniej również…
 - Ale w szkole? W klasie?
Wstał po to, żeby móc usiąść na mnie okrakiem. Ściągnął swoją neonowozieloną bluzkę i położył dłonie po bokach mojej twarzy.
 - Czemu nie? Zaszalejmy.
Przysunął się jeszcze bliżej, ocierając się o wybrzuszenie w moich spodniach. Cicho jęknąłem i mimowolnie przyciągnąłem go za biodra bliżej.
 - Marek… Przestań… - słabo poprosiłem.
 - Dlaczego? Nie chcesz? Zastanów się porządnie nad podpowiedzią… masz dziesięć sekund.
Parsknąłem śmiechem.
 - Jak ja za tobą tęskniłem.
Najwyraźniej potraktował to jako zgodę, bo w odpowiedzi znowu mocno mnie pocałował. Od razu dorwał się do mojego rozporka i rozpiął mi spodnie. W tamtym momencie olałem fakt, iż jesteśmy w szkole, w klasie, że za piętnaście minut mam lekcje, na TYM fotelu będą później siedzieć też inni nauczyciele, którzy nie mają gdzie pójść… Bardzo szybko zszedł ze mnie i rozebrał się, a ja w tym samym czasie uczyniłem to samo. Na biurko rzucił paczkę żelu i powrócił na miejsce. Zamruczałem z aprobatą, obserwując to szczupłe, już nie takie blade jak wcześniej ciało. Coś czułem, że tamtego dnia długo nie pociągnę, za bardzo byłem spragniony narzeczonego. Zacząłem go przygotowywać, w międzyczasie całując i liżąc go po piersi, tam gdzie sięgałem. Zostawiłem śliczną malinkę na jednym z jego obojczyków.
 - Mm… Marcin, wystarczy.
Sięgnąłem jego ust i musnąłem słodkie wargi. Poczułem jak nakłada mi prezerwatywę, na co uniosłem brew zaskoczony.
 - Nie możemy nabrudzić. – Puścił mi oczko.
Następnie zabezpieczył siebie i ustawił się odpowiednio. Już po chwili podpływałem do raju, czując jak jego mięśnie ciasno mnie oplatają. Nie mogłem powstrzymać się od westchnienia. Chciałem się szybko poruszać, ale że nie mogłem rozwalić i tak nie najlepszej jakości fotel, więc siedziałem, ledwo wytrzymując i czekając na ruch kochanka. Odrzuciłem głowę do tyłu, kiedy jego biodra poruszyły się w górę i w dół. Ta… Tak jak myślałem, dużo nam nie trzeba było, żeby osiągnąć orgazm. Oparł czoło o moje ramię, a ja pogłaskałem go po plecach.
 - Tęskniłem.
 - Zastanawiam się za czym – zażartowałem.
Ujął moją twarz w dłonie i słodko pocałował.
 - Tobą.
Wstał i szybko się ubrał. Uczyniłem to samo. Spokojnie, prezerwatywy nie wylądowały w kuble na śmieci w klasie, tylko ukochany obiecał wywalić do głównego kontenera. Na parę sekund przed dzwonkiem, ulotnił się z klasy, zostawiając mnie w siódmym niebie – w końcu wrócił.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz