Rozdział
29.
Od strony Marcina!!
Tydzień
później…
Rozłożyłem
na biurku prace moich uczniów. Opis uczuć… Możecie wiedzieć, że to są jedne z
najciekawszych tekstów. Sam nie wiem co lepsze – sposób w jaki opisują je od
strony fizycznej, czy ich zdumiewające podobieństwo?
Odwróciłem
kartkę na drugą stronę, żeby dalej czytać, kiedy w oczy rzuciło mi się wielkie
serce na prawie pół strony A4 z napisem w środku – Nienawidzę polskiego. Parsknąłem śmiechem, nie mogąc się złościć na
Filipa. Zastanawiałem się nad komentarzem, jaki mogę umieścić pod tym
wyznaniem, kiedy usłyszałem otwieranie drzwi. Do pustej klasy wdarł się hałas z
korytarza, a zaraz za tym głowa z wielkim, charakterystycznym uśmiechem.
Dołączyła do niej reszta ciała. Następnie zamknął nas, przekręcając klucz w
zamku od wewnątrz.
- M-Marek? – wydukałem zaskoczony.
Sprężystym
krokiem podszedł, odsunął fotel ze mną siedzącym na nim i usiadł bokiem na
moich kolanach. Natychmiast mocno mnie pocałował z utęsknieniem. Od razu
zareagowałem na tą pieszczotę, przyciągając go do siebie jak najbliżej. Jak
bardzo mi go brakowało… Nikt z nas nie chciał pierwszy się odsunąć, ale w końcu
się opamiętałem i niechętnie ostatni raz zassałem się na jego wardze.
- Hej! – powiedziałem, próbując zaczerpnąć
tchu.
Wtulił się
we mnie mocno.
- Wreszcie… - westchnął. – Kocham cię.
- Ja ciebie też. – Zacząłem głaskać go po
plecach. – Tylko coś mi się tu nie zgadza… Nie miałeś przypadkiem wrócić w
niedzielę? Jest wtorek.
- Chciałem ci zrobić niespodziankę.
- Udało ci się. … Chwila… Skąd ty masz klucz??
Zaśmiał się
cicho
- Urok osobisty, mój kochany.
Wyprostował
się i uśmiechnął zadziornie.
- O ile mnie pamięć nie myli to teraz jest
przerwa obiadowa, prawda?
- No… I w związku z tym…?
Przywarł do
moich warg, całując mocno, namiętnie, odbierając mi zdolność myślenia. Mierzwił
mi włosy, które nie wiedzieć czemu akurat tamtego dnia nie spiąłem. Mój członek
nie pozostawał na to obojętny, podniecając się pocałunkiem jakbym był
nastolatkiem. Nie mogłem tego zlekceważyć i odsunąłem go na niewielką
odległość.
- Przystopuj. Mam niedługo lekcje.
Powili
zaczął rozpinać mi koszulę, patrząc na swoje szczupłe dłonie.
- Wiem, dlatego musimy się pośpieszyć.
- CO? Heeej – chwyciłem go za nadgarstki – co
ty kombinujesz?
Przechylił
lekko głowę na bok z pewną siebie miną.
- Tęskniłem za twoim kutasem… - Pochylił się i
wyszeptał mi do ucha: - Chyba trzeba coś z tym zrobić… Zwłaszcza, że on za mną
najwyraźniej również…
- Ale w szkole? W klasie?
Wstał po
to, żeby móc usiąść na mnie okrakiem. Ściągnął swoją neonowozieloną bluzkę i
położył dłonie po bokach mojej twarzy.
- Czemu nie? Zaszalejmy.
Przysunął
się jeszcze bliżej, ocierając się o wybrzuszenie w moich spodniach. Cicho jęknąłem
i mimowolnie przyciągnąłem go za biodra bliżej.
- Marek… Przestań… - słabo poprosiłem.
- Dlaczego? Nie chcesz? Zastanów się porządnie
nad podpowiedzią… masz dziesięć sekund.
Parsknąłem
śmiechem.
- Jak ja za tobą tęskniłem.
Najwyraźniej
potraktował to jako zgodę, bo w odpowiedzi znowu mocno mnie pocałował. Od razu dorwał
się do mojego rozporka i rozpiął mi spodnie. W tamtym momencie olałem fakt, iż
jesteśmy w szkole, w klasie, że za piętnaście minut mam lekcje, na TYM fotelu
będą później siedzieć też inni nauczyciele, którzy nie mają gdzie pójść… Bardzo
szybko zszedł ze mnie i rozebrał się, a ja w tym samym czasie uczyniłem to
samo. Na biurko rzucił paczkę żelu i powrócił na miejsce. Zamruczałem z
aprobatą, obserwując to szczupłe, już nie takie blade jak wcześniej ciało. Coś
czułem, że tamtego dnia długo nie pociągnę, za bardzo byłem spragniony narzeczonego.
Zacząłem go przygotowywać, w międzyczasie całując i liżąc go po piersi, tam
gdzie sięgałem. Zostawiłem śliczną malinkę na jednym z jego obojczyków.
- Mm… Marcin, wystarczy.
Sięgnąłem
jego ust i musnąłem słodkie wargi. Poczułem jak nakłada mi prezerwatywę, na co
uniosłem brew zaskoczony.
- Nie możemy nabrudzić. – Puścił mi oczko.
Następnie
zabezpieczył siebie i ustawił się odpowiednio. Już po chwili podpływałem do
raju, czując jak jego mięśnie ciasno mnie oplatają. Nie mogłem powstrzymać się od
westchnienia. Chciałem się szybko poruszać, ale że nie mogłem rozwalić i tak
nie najlepszej jakości fotel, więc siedziałem, ledwo wytrzymując i czekając na ruch
kochanka. Odrzuciłem głowę do tyłu, kiedy jego biodra poruszyły się w górę i w
dół. Ta… Tak jak myślałem, dużo nam nie trzeba było, żeby osiągnąć orgazm.
Oparł czoło o moje ramię, a ja pogłaskałem go po plecach.
- Tęskniłem.
- Zastanawiam się za czym – zażartowałem.
Ujął moją
twarz w dłonie i słodko pocałował.
- Tobą.
Wstał i
szybko się ubrał. Uczyniłem to samo. Spokojnie, prezerwatywy nie wylądowały w
kuble na śmieci w klasie, tylko ukochany obiecał wywalić do głównego kontenera.
Na parę sekund przed dzwonkiem, ulotnił się z klasy, zostawiając mnie w siódmym
niebie – w końcu wrócił.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz