Rozdział 32.
Parę dni
później…
- Dobrze wiesz, że nie lubię tego typu imprez…
I tak nie jestem kawalerem.
Wydął
naburmuszony dolną wargę. Jak tu się nie uśmiechnąć? Poczochrałem jego włosy,
kręcąc głową z rozbawieniem.
- Ugh… No dobra, niech ci będzie. Przecież cię
nie zmuszę.
- Słuszna uwaga.
Spojrzał
jeszcze raz na mnie obrażony, choć i tak wybrał miejsce do przycupnięcia na moich kolanach, a nie obok na kanapie.
- Ale ja mogę? – spytał.
Zaśmiałem
się i przytuliłem go mocno. Może trochę za mocno.
- Jak
można być tak uroczym?
- Ej! – Uderzył mnie piąstką w ramię. Zaczął
się wyrywać z moich objęć, ale ja trzymałem mocno, jak boa – kiedy próbował się
uwolnić, ja zaciskałem jeszcze mocniej. – No puszczaj!
Jedną ręką
nadal kurczowo go trzymałem, a drugą chwyciłem za podbródek i pocałowałem.
Prawie natychmiastowo się uspokoił, nie pozostając biernym. Ostatni raz
pocałowałem go w kącik ust i spojrzałem w te czekoladowe paczałki.
- Już od jutra będę mógł do ciebie mówić, mój
mężu – stwierdziłem z wielkim uśmiechem.
Twierdząco
pokiwał głową.
Wstał z
ociąganiem i ostatni raz cmoknął mnie w usta.
- To ja się zbieram. Nie chcę, żeby chłopaki
na mnie czekali.
- Mhm… Masz rację pośpiesz się. Jak myślisz
dwie godziny ci wystarczą? Może powinieneś ich uprzedzić, że się spóźnisz?
Chociaż nie, myślę, że znają cię już tak długo… prędzej się zdziwią jak
przyjdziesz punktualnie.
Prychnął,
ostentacyjnie założył ręce na piersi i wyszedł obrażony.
Parsknąłem
śmiechem i ruszyłem w stronę kuchni, żeby przygotować sobie coś do jedzenia.
Akurat kończyłem smarować Nutellą kanapkę, kiedy weszła Wiki ze słuchawkami na
uszach. Stukała rytm, wyraźnie słyszany przeze mnie, o uda. Nalała sobie soku
jabłkowego do szklanki.
- Bo za szybko ogłuchniesz – zaśmiałem się.
Całkowicie
mnie zignorowała.
Parsknąłem
śmiechem i pociągnąłem ją za łokieć. Na migi musiałem tłumaczyć, żeby zdjęła
je.
- Mówiłeś coś?
- Tylko, żebyś przyciszyła. Skoro ja słyszałem
wyraźnie, to ty chyba masz głośniej niż na koncercie w pierwszych rzędach.
Oparłem się
o blat i ugryzłem kawałek kanapki.
Uśmiechnęła
się przepraszająco.
- Tak, tak…
Na miejscu
dopiła napój i odłożyła szklankę do zmywarki – nowy nabytek Marka, z którego
nad wyraz się cieszył. Niby nic
nadzwyczajnego, ale jakoś nigdy o tym nie myślałem, aż pewnego dnia ukochany
nie zażądał, żebym kupił.
- A czego słuchasz? Nie brzmi jak to do czego
tańczysz.
- Nie. Gazetki* grają świetną muzę, ale SHIVER nie nadaje się na utwór do
naszych układów, jak sam zauważyłeś.
- Gazetki?
Machnęła
tylko ręką i wyszła, zakładając znowu słuchawki, aczkolwiek zanotowałem zmianę
– już nie słyszałem żadnej piosenki, innymi słowy wyciszyła. Pokręciłem głową i
odłożyłem pusty talerz.
Miałem
jeszcze dużo czasu, a nie miałem co z nim zrobić. Niezadowolony z tego faktu
ruszyłem w stronę sypialni z nadzieją na wcześniejszy sen. Przebrałem się w
same spodnie od piżamy i zakopałem pod kołdrę. O dziwo szybko zasnąłem…
Obudziłem
się całkowicie wypoczęty. Odnotowałem, iż było nadal ciemno a Marek jeszcze nie
wrócił. W sumie to mi nie mówił, o której będzie… Zerknąłem na wyświetlacz
telefonu i jęknąłem załamany, widząc godzinę wpół do pierwszej. Środek nocy, a
mi się nie chce już spać. Tego dnia miałem wylatywać z ukochanym do Francji.
Mimowolnie się do siebie uśmiechnąłem na myśl, że ten kosmita zostanie moim
mężem. Byłem naprawdę bardzo szczęśliwy, tego nie da się opisać słowami.
Oczywiście nie zapomniałem o Ani, aczkolwiek życie płynie dalej, a zawsze w
moim sercu było miejsce dla tych dwóch osób. Nie potrafię powiedzieć, kogo
kochałem bardziej.
Znudzony
leżeniem w łóżku i gapieniem się na sufit postanowiłem wstać. Przeczesałem
pacami moje długie włosy i ruszyłem w stronę kuchni, żeby sobie zrobić herbatę.
- Matko… - Aż się cofnąłem zaskoczony. Nie spodziewałem
się tam spotkać kogokolwiek, nie tak późno. – Makoto? Co ty tutaj robisz?
- Och, bardzo pana przepraszam…
Uśmiechnąłem
się do niego ciepło i włączyłem czajnik.
Przyjrzałem
się nastolatkowi. Miał bledszą skórę niż wcześniej zanotowałem, rozczochrane
włosy, podkrążone oczy. Był w czarno-białej piżamie przypominającej pandę – czarno-białe
spodnie, a bluzka z wizerunkiem pandy na białym tle i czarnymi rękawami.
Słodka.
- Czemu nie śpisz?
Wzruszył
ramionami.
- Nie mogę zasnąć. Może to przez zmianę… no
wie pan. Że jestem na zupełnie innym kontynencie.
- Ja też nie mogę. Chyba za wcześnie poszedłem
do łóżka, ale nie miałem co robić.
Zalałem
torebeczkę z herbatą gorącą wodą, dodałem dwie łyżeczki cukru, wymieszałem. Wyrzuciłem
torebeczkę, dorzuciłem plasterek cytryny. Idealnie. Usiadłem obok chłopaka.
- I jak ci się podoba w Polsce? – postanowiłem
zagadać pierwszy.
- Bardzo. – Uśmiechnął się. – To jest kraj
zupełnie inny od Japonii. Cieszę się, że mogłem tutaj przyjechać. I naprawdę
dziękuję za gościnę.
Poczochrałem
jego czuprynę.
- Uroczy jesteś – stwierdziłem.
Zarumienił
się i utkwił wzrok w swoich dłoniach.
- Może jednak spróbujesz zasnąć, hm? Jutro o
dwunastej już wylatujemy, więc wypadałoby się wyspać.
- Mi to pan mówi? – spytał rozbawiony.
- Hej! Ja się wyspałem. – Zaśmiałem się,
opierając się wygodniej o oparcie krzesła. – Ale serio musisz iść spać.
- Wiem.
Mimo o
żaden z nas się nie ruszył.
- To może coś mi o sobie opowiesz? Czym się
interesujesz? Jakiej muzyki słuchasz? – zaproponowałem.
- Hm… W sumie to głównie słucham takich
zespołów jak Nirvana, Linkin Park, Guns N’ Roses, ONE OK ROCK… No to przede wszystkim.
- Pierwsze trzy zespoły kojarzę, ale ostatni…
- Japoński – wyjaśnił z uśmiechem. – Nie mam
jakiegoś konkretnie ukierunkowanego gustu, zależny od nastroju, czasami wolę
coś mocniejszego, czasami spokojniejszego…
- Spokojniejszego? – spytałem ze śmiechem. – Chyba
tylko to… to… no to czego nie znam.
Parsknął
śmiechem i wstał.
- Proszę mi wybaczyć, zaraz wrócę.
Wyszedł, a
ja zachodziłem w głowę, jak takie dzieci się uchowały.. w sensie kulturalne. Po
chwili wkroczył do kuchni z telefonem i słuchawkami w ręce. Podał mi jedną,
którą od razu włożyłem do ucha. Puścił pierwszą.
- To jest Shake it down. Jest mocniejsza.
A teraz na przykład puszczę… - Szukał czegoś, a ja w tym czasie wsłuchiwałem
się w melodię. Może i nie moje klimaty, ale nie było złe. – O! Może The Way Back. – Usłyszałem kolejną piosenkę
już trochę bardziej… nie wiem może trochę z muzyką popową mi się skojarzyło, aczkolwiek
taką z pazurkiem.
- Ta jest fajna – stwierdziłem.
- Cieszę się.
Jeszcze przegadaliśmy
z godzinę, aż w końcu zmusiłem go do pójścia do łóżka. W tym samym czasie
pojawił się Marek.
- Kochanie! Dlaczego nie śpisz? – spytał
podpitym głosem.
Skrzywiłem
się delikatnie.
- Chodź. – Pociągnąłem go w stronę łazienki i
tam zamknąłem. – Wykąp się i idziemy spać.
- Marcin…
- Nie – uciąłem.
Westchnął,
a po chwili usłyszałem szum wody. Zadowolony poszedłem wreszcie jeszcze trochę
pospać. Udało mi się dopiero, kiedy ciepłe ciałko oplotło mnie swoimi
kończynami mrucząc dobranoc.
*the GazettE