sobota, 31 października 2015

Cukierek, albo psikus! - One shot.



One shot.
Wróciłem z łazienki w samym ręczniku przewiązanym na biodrach i uśmiechnąłem się do swojego chłopaka leżącego na łóżku i czekającego na mnie.
 - No wreszcie – westchnął.
 - Niecierpliwy jesteś.
Powoli odszedłem do niego i nachyliłem się żeby go pocałować. Nie zdążył zareagować, a już się odsunąłem, co wywołało u niego jęk niezadowolenia.
 - Coś nie tak, kochanie?
 - A żebyś wiedział.
I pociągnął mnie do siebie bliżej, praktycznie wciągając na siebie. Podparłem się po jego bokach, przecież nie chciałem go zgnieść! Tym razem nie odrywałem się od jego warg i języka nawet na milimetr. Odrzuciłem zielony materiał na bok i dorwałem się do szlafroka ukochanego. Wyprostowałem się, siedząc na jego nogach i rozwiązałem supeł. Odchyliłem jego poły, obserwując mlecznobiałą skórę. Podniósł się na tyle żebym mógł zdjąć jego strój, co od razu uczyniłem. Znowu dorwałem się do jego ust rękoma błądząc po brzuchu ukochanego. W końcu moje wargi również rozpoczęły tą wędrówkę. Jego ciche jęki i westchnienia były wprost muzyką dla moich uszu. Przejechałem językiem po wewnętrznej stronie jego ud, uważając żeby nie zbliżyć się za bardzo do strategicznego miejsca.
 - Nie baaw się mną tylko dziaałaj – odezwał się zachrypniętym głosem chłopak.
 - Wedle życzenia. – Uśmiechnąłem się.
Sięgnąłem do półki po lubrykant i wylałem odrobinę na palce. Zacząłem go rozciągać bawiąc się jego przyrodzeniem.
 - Pośpiesz się – warknął.
Ledwo powstrzymałem się żeby nie parsknąć śmiechem i cmoknąłem go.
 - Oczywiście, skarbie.
Dołożyłem kolejne. Szczerze mówiąc to sam nie mogłem już wytrzymać. Już się przymierzałem do pchnięcia, kiedy…
Puk, puk…
Znieruchomiałem i zacząłem nasłuchiwać.
 - Sprawdź – szepnął.
 - To na pewno nic ważnego… a przynajmniej nie ważniejszego od ciebie i twojej dziurki.
Jak tu się nie uśmiechnąć widząc te rumieńce na jego twarzy?
Puk, puk…
 - Szlak by to – zdenerwowałem się.
Mimo wszystko szybko narzuciłem jakaś bluzkę, szybo doszedłem w swojej ręce (lepiej nie przestraszyć gościa wypukłością w spodniach) i ignorując bieliznę, jakieś dżinsy.
Podszedłem do drzwi z morderczym nastrojem. Otworzyłem je, nawet nie patrząc przez oczko.
 - Cukierek, albo psikus!!! – rozległ się krzyk trójki małych dzieciaków w dziwnych strojach.
 - Że co proszę? – starałem się zabrzmieć jak najbardziej łagodnie.
 - Dzisiaj jest Halloween! – odezwała się czarownica.
 - Aaa… - mruknąłem. – Moment.
Wyszedłem do kuchni i wziąłem pierwszy lepszy nóż. Wróciłem do dzieciaków z wrednym uśmiechem na ustach.
 - To może psikus?
Potwory jęknęły niezadowolone, ale jak wyjąłem narzędzie przyszłej zbrodni zza pleców z piskiem zaczęły uciekać. Nie mogłem się powstrzymać i zacząłem się śmiać. Zatrząsnąłem drzwi kręcąc głową z niedowierzaniem.
 - Mógłbyś być milszy – usłyszałem ukochanego.
 - Nie.
Odwróciłem się i porwałem go do sypialni żeby dokończyć to co zaczęliśmy.

KONIEC!



Do czytelników.

Cześć! Dzisiaj jest Halloween! Z tej okazji dodaję nowego one shota. Od razu zaznaczę, że jutro z okazji dnia Wszystkich Świętych dodam kolejny, trochę inny od poprzednich. Dzisiejszy będzie krótszy, a jutrzejszy dużo dłuższy. Tak dla równowagi ;-)
Miłego czytania! 
Milly (*_*) 

czwartek, 29 października 2015

Tulipan - Rozdział 4.



Rozdział 4.
Dwa tygodnie później…
Siedziałem w pokoju i patrzyłem na ścianę naprzeciwko. Wisiała tam półeczka, a na niej leżały kolorowe karteczki. Obok nich znajdowało się kilka żółtych kwiatów. Chciałem je ususzyć i zachować.
Zapewne domyślacie się, że to wszystko to prezenty od pana Tulip. Co dziennie dostawałem jedno pudełeczko z tulipanem i liścikiem w środku. No nie codziennie, gdyż szkoła jest tylko (TYLKO??? Daniel, idź się lecz) pięć dni w tygodniu, a on podobno nie wie gdzie mieszkam żeby mi to podrzucić.
Przywiązałem się do niego i zawsze wyczekiwałem prezentu. Lubiłem czytać kilka razy ten sam list, czy wąchać lub głaskać płatki kwiatów. W magiczny sposób przestałem narzekać, że muszę iść do szkoły. Trudno mi było wyobrazić sobie jakby to było gdyby przestał podrzucać mi niebieskie pudełeczka.
Swoją drogą kiedyś się zastanawiałem skąd on bierze ich tyle. Problem został rozwiązany wraz z pomysłem żebym czasami oddawał mu je, bo nie miałem gdzie ich kłaść. Następnego dnia okazało się, że moja propozycja została rozpatrzona pozytywnie. Pod koniec tygodnia miałem oddawać je pani Agnieszce, natomiast ona przekazywała panu Tulip. Niestety robiłem tak już dwa razy, ale nie udało mi się wyciągnąć od bibliotekarki  żadnego, nawet najmniejszego, szczegółu o nim. To jeszcze bardziej podsycało moją ciekawość i zainteresowanie nowym znajomym nieznajomym, jak go czasami nazywałem.
Ciągle nie wiedziałem nic o nim poza wiekiem, kolorem włosów (czarne), pasją do motocykli (to mi raczej niewiele może podpowiedzieć, bo nie będę łazić do każdego bruneta o rok starszego, a szkoła ma klasy a, b, c, d, z pytaniem, czy je lubi) oraz tym, że mu się bardzo podobam.
Niestety była wtedy niedziela i zamiast robić coś bardziej produktywnego, przynajmniej w moim mniemaniu, po prostu gapiłem się w jeden punkt myślami będąc przy tym chłopaku.
 - Synek, co ci się dzieje? Zakochałeś się czy co? – Wszedł ojciec.
 - Nie. To jest bardziej skomplikowane. – Dalej siedziałem z wzrokiem skupionym na tulipanach.
 - Jest coś bardziej skomplikowanego od miłości, zwłaszcza wśród nastolatków? – Kiwnąłem głową. – I zakładam, że nic mi nie zdradzisz? – Znowu ten sam ruch. – Eh… To chociaż przyznaj się o co chodzi z tymi kwiatkami i karteczkami.
 - Naprawdę wierzysz, iż ci cokolwiek na ten temat powiem?
 - Wiara czyni cuda – uśmiechnął się – więc kto wie?
Nic nie odpowiedziałem.
W końcu się poddał, wyszedł. Zerknąłem na zegarek i przekląłem pod nosem. Byłem umówiony z Miłoszem.
Zawsze narzekał, że się spóźniam, dlatego obiecałem mu, iż to się więcej nie powtórzy. No to sobie naobiecywałem.
Szybko narzuciłem na siebie bluzę, założyłem buty i wybiegłem z mieszkania.
Na miejsce dotarłem dziesięć minut po czasie.
A może mnie nie zabije? Może…
Zadzwoniłem dzwonkiem przy drzwiach. Rozległo się szczekanie psa i chwilkę później ujrzałem niezadowolonego kolegę.
 - Siemka. – Podniosłem rękę do góry w geście powitania.
 - Miło, że w ogóle dotarłeś.
Odsunął się żebym mógł wejść. Tak też uczyniłem. Poszliśmy do jego pokoju.
 - No sorry, stary – uśmiechnąłem się przepraszająco.
 - Ty się kiedyś na własną randkę spóźnisz i zobaczysz, czy ta laska będzie taka wyrozumiała.
Nie wiedzieć czemu od razu przyszedł mi do głowy pan Tulip.
Swoją drogą to można by się wreszcie z nim spotkać…
 - Ziemia do Daniela, zgłoś się – kumpel zaczął machać ręką przed moim nosem.
 - Ha, ha, ha – zaśmiałem się ironicznie.
 - To twoje odpływanie bywa niebezpieczne – stwierdził.
Usiedliśmy przed jego konsolą. Oczywiście zapalony pilot musiał wybrać grę o samolotach. Po pierwszych kilku rundach i wyniku 5:0 dla Miłosza uznałem, że przydałaby się przerwa zanim całkowicie się nie skompromitowałem... o ile już nie było za późno. 
Wyszliśmy do kuchni po coś do picia.
 - No dobra – zaczął nalewając do szklanek sok pomarańczowy. – O co chodzi z tymi pudełeczkami?
I jak tu wybrnąć?
 - To nic takiego. – Odebrałem swoje naczynie i od razu zacząłem pić bardzo powoli, tak żeby przedłużyć ten moment.
 - No przyznaj się! – Odebrał mi je. – Nie udawaj, że tak długo zajmuje ci wypicie tego. Przecież cie nie wyśmieję.
Jasne. Tylko wyrzucisz za próg i zaczniesz unikać. To nic takiego.
 - Lepiej będzie jak ci nic nie powiem – uśmiechnąłem się przepraszająco i wyszedłem do pokoju.
Podążył za mną niezadowolony. Kiedy już znaleźliśmy się w środku pchnął mnie na łóżko i usiadł na moich nogach.
Gdybyś wiedział o mojej orientacji to, to byłaby ostatnia rzecz jaką byś zrobił… no przynajmniej z tego co robisz.
 - Przyznaj się albo…
Wyciągnął ręce nad mój brzuch ruszając placami.
 - Nie zrobisz tego… - dobrze wiedziałem co planuje.
Ten tylko się wyszczerzył i zaczął gilgotać. Śmiałem się próbując wydostać.
 - P - przestań! Ha, ha!
Faktycznie tak zrobił.
 - Powiesz, czy nie?
 - No… - Co wymyślić…? – Zakochałem się.
 - Serio? – Aż odskoczył, na co ja się skrzywiłem. Nic nie poradzę, że był ciężki, nie gruby, ale spróbujcie tak sami to zobaczycie. – Sorki. – Zszedł. – W kim?
 - Nic ci więcej nie powiem  i nie szantażuj mnie, bo sobie pójdę – zagroziłem.
Pomogło. Więcej już o nic nie pytał. 

Tulipan - Rozdział 3.



 Rozdział 3.
Następnego dnia nie odstępowałem torby nawet na krok. Może i to dziecinne, ale miałem przeczucie (a raczej nadzieję), że znowu będzie chciał dać mi ten prezent. Niestety lekcje się kończyły, natomiast Pan Tulip się nie pojawił.
 - Co tak siedzisz sam cały dzień? – Przysiadł się przyjaciel Miłosz.
 - Ktoś ma mi coś dać do torby i nie wiem kto to. Chcę w taki sposób się dowiedzieć.
 - A nie pomyślałeś, że jak ta osoba nie chce żebyś poznał jej tożsamość to nie przyjdzie? – spytał jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. I BYŁA!
Popukałem się w czoło.
 - Jestem idiotą! Chodź – pociągnąłem go za rękę za tablicę stojącą, a nie wiszącą na ścianie i wyjrzałem. – Może teraz się pojawi?
 - Ale stary, o co chodzi?
Westchnąłem nie wiedząc co powiedzieć. On nawet nie wiedział o mojej orientacji, a co dopiero, że mam tajemniczego wielbiciela.
 - Nie ważne.
 - Pff… mi nie…
 - Cii – przerwałem mu. – Jeszcze nas usłyszy.
Niestety całą przerwę stałem tam i gapiłem się na torbę, a tu nikt się ją nie zainteresował! Zawiedziony poszedłem na lekcję.
Może gdybym dał mu możliwość wcześniej? Zresztą nie jest powiedziane, że odezwie się akurat dzisiaj. Ale kiedyś musi, prawda? Chwila… Co mnie to obchodzi? ... A jednak obchodzi. Eh…
 - Cent, czy ty mnie słuchasz?! – usłyszałem głos pani od angielskiego. – Ja rozumiem, że na pewno masz ciekawsze zajęcie niż uczenie się, ale chociaż uważaj to może coś wyniesiesz z tych lekcji.
 - Tak się składa, że dostaję głównie piątki i czwórki – przypomniałem.
 - Co ci po ocenach? Jak będziesz chciał porozmawiać z obcokrajowcem to mu powiesz o tym? A wiesz chociaż jak to zrobić? – Zastanowiłem się licząc, że jednak tak. – No właśnie.
 - Przepraszam – mruknąłem.
Pani serio robiła takie łatwe sprawdziany, że prawie wszystko umiałem! Gorzej z praktyką…
Przetrwałem te piętnaście minut i…
Dryń!!!
Uff… A teraz do domu!
Jednak mój entuzjazm szybko przygasł podczas pakowania się.
A Pan Tulip? A liścik? A kwiatek? A co jeśli to faktycznie moja wina?
Zszedłem do szatni i szybko narzuciłem na siebie kurtkę. Ignorując wszystkich i wszystko wyszedłem ze szkoły. Skręciłem w prawo udając, że nie słyszę Januarego (Swoją drogą kto mu dał tak na imię?!). Założyłem słuchawki, puściłem głośno muzykę i olałem kumpli. Nie byłem w nastroju do rozmów.
Do mieszkania wszedłem nie witając się z nikim. Usiadłem przy stole i zacząłem jeść grzybową.
 - A może by tak dzień dobry lub cześć? – po chwili milczenia odezwała się matka.
 - Nie jestem w nastroju, OK?
 - Nie. Co się stało?
 - Nic! – Wstałem. – Idę do pokoju!
 - Zupa – wskazała na talerz.
Westchnąłem i wziąłem obiad ze sobą. Położyłem się dziwnie wściekły na łóżku i zacząłem walić głową w poduszkę.
Co się ze mną dzieje?!
Te i podobne pytania krążyły po mojej głowie nie znajdując wyjaśnienia.
Zapach był zbyt wyraźnie wyczuwalny, a smak zbyt dobry żebym nie wstał i zjadł do końca.
Nie miałem ochoty na robienie czegokolwiek więc postanowiłem odrobić lekcje. Włączyłem komputer żeby spisać zadania z Internetu, a kiedy się ładowało (przydałoby się kupić coś nowego) poszedłem po torbę zostawioną przy drzwiach wejściowych. Wróciłem zadowolony zauważając, że już ekran z oceanem w tle czeka na mnie. Rozsunąłem suwak, a moim oczom ukazało się identyczne pudełeczko jakie dostałem poprzedniego dnia. Uśmiech rozświetlił moją twarz. Tak jak ostatnio był tam żółty tulipan i karteczka tym razem malinowa.

Cześć!
Czekałeś? Ja tak.
Cieszę się, że mam odwagę na chociażby coś takiego.
Wiem o tobie tyle, chciałbym tym razem powiedzieć ci coś o sobie.
Jestem o rok starszy od ciebie.
Jak na pierwszy raz wystarczy, co? ;)
Chciałbym z tobą porozmawiać tak normalnie tylko nie wiem jak zacząć.
Może kiedyś :)
Przygotuj się!
Na razie taki kontakt musi mi wystarczyć.
Tulip.
PS. Dziś trudniej było schować prezent. Jak będziesz chciał jeszcze coś dostać to ułatw mi sprawę i nie sieć tyle przy tej torbie jakbyś miał tam ukradzione kilka milionów. :)

Serio tak to wyglądało…? Ale… NAPISAŁ! DAŁ PREZENT! JEJ! Co ja się tak ekscytuję? Daniel, idź się lecz.
I tak w tamtym momencie należałem do elity najszczęśliwszych ludzi na świecie i wszechświecie.

Tulipan - Rozdział 2.



Rozdział 2.
Tydzień później…
Ewka faktycznie do końca dnia już mnie o nic nie pytała, ani w ogóle, tzn. nie wprost. Udało jej się wyciągnąć m.in. informacje o moim hobby, parę marzeń i fakt iż jestem gejem. Kiedy dowiedziała się tego ostatniego to była dziwnie szczęśliwa, ale ona cała nie jest do końca normalna.
Wszedłem do klasy i zająłem swoje ulubione miejsce – przy wejściu. Blisko do wyjścia i choć teoretycznie na widoku nauczycieli to rzadziej kontrolowany rząd, gdyż najbardziej rozgadani siedzą (a przynajmniej w mojej klasie) na końcu, przy oknie.
Otworzyłem torbę i w oczy rzuciło mi się niebieskie pudełeczko. Zdziwiłem się, ale czując na sobie czujny wzrok baby od historii (samej wyglądającej jak sprzed kilkudziesięciu wieków) postanowiłem odkryć tajemnicę niespodzianki na przerwie i rozpakować się.
 - Dzień Dobry! Siadajcie – i tak nikt nie wstał. – Otwórzcie książki na tronie trzydziestej szóstej.
Próbowałem, zamiast na prezencie, skupić się na lekcji. Na szczęście Kowalska tylko wyglądała na nudną, a w rzeczywistości całkiem ciekawie opowiadała o danym temacie.
Przetrwałem te czterdzieści minut (Co oni mają z tym spóźnianiem się pięć minut? Prawie, że po równo odliczonym czasie przychodzą, a nas się czepiają o chwilkę) i pobiegłem do biblioteki.
To zdecydowanie wspaniałe miejsce. Na korytarzu głośno, że aż głowa boli, a tam cisza, spokój. Można zająć miejsce w kącie i nawet bibliotekarka nie zauważy twojej obecności. A jak tak, to za odrobinę pomocy, np. przy układaniu książek, można też się załapać na cukierki, których pani Agnieszka ma pełno w szufladzie. Pewnie myślicie, że jest gruba? Otóż nie. Figury może jej pozazdrościć niejedna uczennica, a ona ma ok. czterdzieści lat.
 - Witaj Danielu! Coś się stało? – odezwała się kobieta siedząca za biurkiem.  
 - Nie wiem. Dzisiaj nie mogę pani w żaden sposób pomóc, a przynajmniej na tej przewie. – Uśmiechnąłem się do niej przepraszająco.
 - Och, nie szkodzi! I tak nic nie ma do zrobienia.
Kiwnąłem głową i zaszyłem się w swoim ulubionym kącie. Otworzyłem torbę. Przyjrzałem się ładnemu pudełeczku nie wiedząc, czy je otworzyć, czy nie, ale w końcu ciekawość wzięła górę. Wyjąłem je, rozwiązałem granatową wstążeczkę i uchyliłem wieczko. Moim oczom ukazał się piękny kwiat żółtego tulipana oraz miętowa (no co? Jakbyście tyle czasu spędzali z kobietami to byście się nauczyli tych dziwnych kolorów) karteczka. Wziąłem ostrożnie roślinkę do ręki i przyjrzałem się jej. Została ucięta tak, że łodyżka nie miała więcej jak dwa centymetry. Pogłaskałem jego płatki. Wolną ręką wyjąłem liścik. Otworzyłem go i zacząłem czytać. Swoją drogą to ta osoba miała bardzo ładne pismo, w odróżnieniu do mnie. Ja piszę jak kura pazurem i sam czasami mam problem z odczytaniem swoich notatek.

Cześć!
Nie wiem co napisać, więc może zacznę od tego, że nie masz się czego bać.
Nie jestem psychopatą.
Podobasz mi się, ale nie wiem jak do ciebie zagadać.
Nie, nie jestem Ewa. To tylko mój szpieg.
Chciałem się czegoś o tobie dowiedzieć.
Jeszcze do ciebie napiszę :)
Tulip*.

Gapiłem się na tą kartkę nie wiedząc co zrobić. Nawet nie zauważyłem, że wielki uśmiech wkradł się na moją twarz.
 - Dziewczyna napisała? – usłyszałem głos pani Agnieszki.
 - Nie. – Podniosłem na nią wzrok. – Chłopak.
 - Och, nie wiedziałam.
 - Źle mnie pani zrozumiała! Nie mam nikogo w tym sensie. Może kiedyś… Po prostu płeć… - Odłożyłem kwiat ostrożnie do pudełeczka. – Choć co do orientacji to tak, jestem gejem.
 - A chociaż przystojny? – Nie zrozumiałem, o co jej chodziło, ale wskazała na prezent.
 - Nie wiem. – Wzruszyłem ramionami. – Dopiero się dowiedziałem o jego istnieniu. Proszę – podałem jej kartkę.
Przeczytała wiadomość z uśmiechem na ustach.
 - No, no, no. Gratuluję młody. Tylko skąd wiesz, że to chłopak? – Oddała mi ją.
 - Bo ta Ewka, o której wspominał, dowiedziała się niedawno o mojej orientacji, swoja drogą już wiem dlaczego była taka zadowolona, i napisał chciałem, a nie chciałam.
 - Faktycznie. Powodzenia. – Uśmiechnęła się.
 - A nie przeszkadza to pani? – serio spodziewałem się, że nie będzie zbyt przychylna temu.
 - Niby czemu?
 - Nie ważne – machnąłem ręką.
Liścik również wsunąłem tam gdzie był i schowałem prezent do torby. Bibliotekarka pożegnała się i poszła do jakiś gimnazjalistów, żeby wypożyczyć im lekturę.
Kim jesteś? Ciekawe czy napiszesz? Obiecałeś, prawda?

~*~

Na następnej przerwie zaczepiła mnie Ewa.
 - Hej! Co u ciebie?
 - Kolejny wywiad dla kolegi?
 - Już się odezwał? Myślałam, że nigdy się nie odważy. I co ci powiedział? – Siłą wciągnęła mnie do zaułku, w którym trzymają niepotrzebne na dany moment ławki, krzesła itp.
Oparłem się o ścianę udając obrażonego.
 - Mówisz o mnie jakiemuś gościowi i nic mi o tym nie wspominasz?
 - Przepraszam – westchnęła. – No więc? Fajny?
Wywróciłem oczami. Otworzyłem torbę i wyjąłem z niej małe, niebieskie pudełeczko. Podałem jej je.
 - Co to? – obróciła pakunek w ręce.
Od razu wyrwałem prezencik dla mnie i zerknąłem, czy nie zostało nic uszkodzone.
 - Ostrożnie!
Tym razem wyciągnąłem pudełko przed siebie pozwalając jedynie zajrzeć do środka. Tak też uczyniła. Wielki wyszczerz zagościł na jej twarzy. Przeczytała liścik, a uśmiech powiększył się do niesamowitych rozmiarów.
 - Jakie romantyczne! – prawie, że pisnęła. – To od niego?
 - Tak.
 - Jej! Gratuluję i… ostrzegam. On jest raczej nieśmiały.
 - Nie ma sprawy. Cześć!
Wyszedłem coraz bardziej zaintrygowany nowym znajomym nieznajomym.


*Tulip (eng.) – tulipan.